29 listopada /niedziela/
Jesteśmy znów w domku w Warszawie, z mamusią. No ale trochę Wam muszę poopowiadać, co robiłam we Wrocławiu. A zatem przede wszystkim opiekowałam się moim braciszkiem Olkiem, który teraz już sam siada, więc jako starsza siostra uczyłam go jak układać klocki, pokazywałam jak robić siusiu do nocniczka, dawałam mu pić oraz woziłam w drewnianym wózeczku mojego taty z dzieciństwa.
W piątek pojechaliśmy do wujka Krissa i bawiliśmy się z Milenką w różne zabawy... Najfajniejsze były skoki na łóżko i zjeżdżanie pupą po schodach :D
Chodziłam też na spacerki z babcią, która pokazywała mi kaczuszki, reniferki i inne stworki na jarmarku świątecznym na Rynku.
Jeżeli chodzi o moje wyniki, to są nieco ponad normę (krwinki białe), więc teraz dostaję 150% dawki lekarstw. Ogólnie czuję się dobrze, jednak od wczoraj trochę leci mi z noska, więc dzisiaj mimo słoneczka za oknem zostaliśmy w domku.
Wczoraj natomiast zrobiłam kolejny krok w kierunku bycia dużą, samodzielną dziewczynką. Wieczorem po wypiciu mleczka i umyciu ząbków, dałam buziaka rodzicom i SAMA poszłam do swojego pokoju i SAMA położyłam się spać do swojego łóżeczka :D Rodzice tylko zaglądali do pokoju i oczom nie wierzyli... hi hi.
Jutro odpoczywam, bo we wtorek idę zbadać słuch, może tym razem uda się zasnąć...
25 listopada /środa/
Nakłucie się udało... ufff. Co prawda znowu się krztusiłam ale mniej i udało się dokończyć zabieg. Teoria rodziców to moje ząbki... a no bo mi idą te takie duże na końcu, ciągle więc noszę paluchy w buzi i dużo śliny wokoło... więc to chyba ta ślina, co się przez całą noc zebrała. Niech no wreszcie wyjdą na dobre.
Byliśmy też z tatusiem u pana doktora od aparatów słuchowych. Nie udało się mnie uśpić na dobre, żeby zrobić badanie słuchu znów, chociaż tatuś kombinował przez 2 godziny ;-( Ale póki co pan doktor zadecydował, że spróbujemy innego aparatu, to znaczy takiego bardziej standardowego, wkładanego do ucha. W związku z tym jednak że ja nie mam tych moich błon bębenkowych to każde wkładanie czegoś do uszu podnosi szanse infekcji. Zatem muszę nosić go z przerwami, ale słyszę w nim chyba lepiej niż w poprzednim... i mnie w główkę nie ciśnie, zobaczymy co w końcu dostanę na stałe no i jak wyjdą kolejne badania...
A w ogóle to jesteśmy teraz z tatusiem we Wrocławiu... odwiedzamy rodzinkę i przyjaciół i jest fajowsko... tylko mamusia mówi, że bardzo tęskni. Buziaki mamusia!!!
17 listopada /wtorek/
Ale tydzień... była u mnie ciocia, babcia, dziadek no i oczywiście Ola z Indyą. Było super, ciagle wesoło i bawiłam się z Indyą... No i nie wiem, czy wiecie że mam teraz pełnoprawne dwa latka!!! W dzień moich urodzin... przy okazji pechowy piątek trzynastego ;-( musieliśmy pójść rano do szpitala na comiesięczną kontrolę i nakłucie lędźwiowe, kiedy to dostaję chemię. No i wszystko szło jak po grudzie... najpierw siostry nie mogły sie wkłuć... ale bolało! Dopiero za czwartym razem wenflon znalazł się w mojej żyłce. Potem podczas narkozy zaczęłam się krztusić, więc szybko mnie wybudzono i nici z zabiegu i chemii. Obiecuję, że nic nie jadłam ani nie piłam! Trochę się wszyscy przestraszyli więc musiałam zostać chwilę dłużej i pani doktor mnie obserwowała, no ale szybko doszłam do siebie i poszliśmy do domku. W piątek kolejene podejście... trochę sie boję...
No ale po południu już było fajowsko... Ale była imprezka - przyszła Oliwia i Tymek z ciocią Asią i wujkiem Przemkiem. Potem jeszcze ciocia Ada i wujek Andrzej. Dostałam strasznie strasznie dużo prezentów... układałyśmy z dziewczynami klocki, pisałyśmy na znikopisie, robiłyśmy lody z ciastoliny i grałyśmy w balony. A Oliwia przyniosła mi obrazki, które namalowała dla mnie jak poszłam do szpitala... czyli bardzo bardzo dawno temu. Są śliczne, są na nich biedronki ;-) Dostałam też pluszaki biedronki od cioci Buby. Biedronka była też na moim torcie ;-) i dmuchałam świeczki... to znaczy Indya mi pomogła bo nie bardzo jeszcze wiem jak się to robi, ale już za rok dam radę, zobaczycie. A na sam koniec jak mama mnie już chciała wykąpać to jej zwiałam i biegałam po całym pokoju na golasa chichrając się w niebogłosy... aż w końcu weszłam do takiego dużego zabawkowego dzbanka na herbatkę, co dostałam od cioci Oli... ale wszyscy zrywali boki!
8 listopada /niedziela/
Gorączka minęła... jak zwykle nie wiadomo co mi było, może jakieś małe zatrucie pokarmowe, bo kaszlu, kataru i takich tam brak. No ale oczywiście dostałam antybiotyk na wszelki wypadek. I już wczoraj byłam znowu radosną i śmieszną rozrabiarą. Mam też już aparat kosteczkowy, to taka opaska na główkę jak widzicie na zdjęciach, trochę ciasna więc się denerwuję ale wszystko lepiej słyszę. Na razie próbujemy a za dwa tygodnie mamy zamówić moją własną na następne dwa lata. Potem dopiero będzie można myśleć o operacjach i docelowych aparatach. A póki co będę sporcmenką w opasce ;-) No i może nas widzieliście w telewizji... no ale mój kochany różowy kocur to się nie załapał ;-(
A teraz jest u mnie babcia i ciocia. A w środę przylatuje z Anglii ciocia Ola z Indyą. I w piątek też dojedzie dziadziuś. Ale będzie fajowo, tyle moich ukochanych bliskich.
3 listopada / wtorek/
O kurczaki... znów się sporo wydarzyło. No więc byliśmy znów trochę we Wrocławiu, więc mogłam zobaczyć mojego braciszka. Ale już jest duży, niedługo się będziemy ganiać po podwórku ;-) Na razie daję mu pić herbatkę jego buteleczką no i przynoszę wszystkie zabawki. Byliśmy też w parku i stąd te wszystkie zdjęcia. W ten czwartek idziemy do pana doktora i będziemy przymierzać aparaty na moje uszka... A w ogóle to dziś przed chwilą dostałam gorączki, mam nadzieję że to nic poważnego. Pojdziemy jutro chyba zbadać krewkę, może wyniki mi zleciały, bo ostatno już miałam tylko 2 tys. białych... A w ogóle to dziś była u nas w domku telewizja i normalnie będę występowała w programie. Była kamera, wujkowie, ciocia i dużo zamieszania... a przecież wiecie że ja lubię zamieszanie!!! Przed kamerą czułam się jak ryba w wodzie ;-) Ciekawe czy wróży mi to świetlaną karierę aktorską ;-))) Najfajniejszy był mój różowy kocur, co go było przez tą kamerę widać w takim monitorku ;-) Rodzice coś opowiadali a ja się bawiłam w najlepsze. Mamy występować w czwartek, 5 listopada między 8 a 8:45 w programie „kawa czy herbata” w TVP1. Oglądajcie mnie, rodziców i kocura ;-) A za tydzień przyjeżdża moja siostra Indya z ciocią Olą... tylko na kilka dni ale dobre i to, już się stęskniłam za moja siostrzyczką... bo to bedą moje drugie urodziny! I już umiem pokazać, że drugie paluszkami... dziadziuś mnie nauczył ;-)