19 maja /środa/
Piszę już piszę, bo tatuś mi opowiada że trochę się niepokoicie, co ja tam robię, że wcale nie mam czasu nic Wam opowiadać... ale tyle się dzieje... Przede wszystkim moje wyniki są w porządku. Raz tylko trochę przestraszyłam rodziców bo miałam bardzo dużo leukocytów, a żadnych objawów, ale okazalo sie że najprawdopodobniej to była reakcja na ugryzienie komarów, które mi na działce całe nóżki pogryzły - niedobre!!! Byliśmy na wsi już dwa razy. Raz była tak brzydka pogoda przez całe 4 dni, że w końcu uciekliśmy do domku, ale właściwie to rodzice marudzą, bo mnie nie przeszkadzało włożyć kalosze, paltocik przeciwdeszczowy i bawić się na podwórku całe dnie. A było się w co bawić bo oprócz zjeżdżalni, dziadziuś zafundował mi też piaskownicę, a foremki i wiaderko pożyczyłam od Olka ;-)
Jak widzicie na zdjęciach włoski mi trochę urosły, że aż musiała mi mamusia grzywkę obciachać ;-) Byłam bardzo grzeczna ;-) akurat przy fryzowaniu, bo tak na co dzień to różnie bywa ;-))) Dalej do najfajniejszych zajęć należą wspinanie, skakanie, zjeżdżanie, wędrowanie po drabinkach, bieganie i uciekanie rodzicom w ferworze tego biegania i wszystkie inne formy zbyrowania. Jak byliśmy we Wrocławiu to ja przez 2 godziny ganiałam gołębie na Rynku, a mamusia ganiała mnie... musiałyśmy potem zjeść po wielkiej szarlotce, takie byłyśmy kompletnie wyczerpane...
Oczywiście nadal uwielbiam oglądanie bajek... ostatnio moją najulubieńszą, oglądaną codziennie i zupełnie pasującą do zbliżającego się lata ;-))) jest wigilijna opowieść o reniferze Rudolfie czerwononosym ;-) Ma taki śliczny ten nosek!
A jak oglądałam krecika, to tam jest taka mała myszka co się tak ślicznie śmieje... więc ja też teraz tak chichoczę "hi hi hi", szkoda że nie mogę Wam pokazać jak to robię bo rodzice zrywają boki!
Za nieco ponad tydzień przyjeżdża do mnie Indya z ciocią Aleksandrą i jedziemy znów na wieś, ale super, będziemy się razem bawić, przez cały tydzień!
A no i jeszcze sadziłyśmy z mamusią kwiatki na balkonie... jest teraz pięknie i kolorowo.
Szkoda, że na razie taka pogoda brzydka, bo jak jest ładnie to chodzimy na podwórko i plac zabaw. Nawet udało mi się ujechać pół metra na moim rowerku... bo zakumałam co to znaczy "pedałować", ale szybko rowerek porzuciłam, jak tylko zobaczyłam, że na podwórku są inne dzieci, uwielbiam bawić się z dziećmi! Niestety jak są starsze chłopaki to nie da rady się bawić, bo oni grają bardzo poważnie w strzelanie goli, więc mnie przeganiają mówiąc okrutnie "do widzenia mała!" ;-(