18 maja /poniedziałek/

Trochę się przeziębiłam... mam kaszelek i gile do pasa... mieliśmy dziś dostać metoteksat ale muszę się trochę podleczyć. Wyniki mam na szczęście dobre i osłuchowo moje płucka i oskrzela są w porządku. CRP też ujemne. Mam nadzieję, że to lekka infekcja i szybko z tego wyjdę. Tylko ciężko mi oddychać  z tym katarkiem, więc słabo śpię w nocy. Jak będzie ok, to w czwartek zgłaszamy sie do szpitala na leczenie. A na razie z tatusiem w domku.

10 maja /niedziela/


Już po pierwszym metotreksacie. Nie było łatwo, bo od poniedziałku do piątku byłam przywiązana do kabelka ;-( Nie chodziłyśmy z mamusią po korytarzu i musiałam wytrzymać tyle czasu w łóżeczku... oj z moją energią jest to bardzo bardzo trudne więc czasem byłam trochę niegrzeczna. No ale teraz jesteśmy w domku, więc już mogę szaleć. Cały czas muszę jednak brać jakieś lekarstewka w syropkach, psikach i wciąż myć ząbki bo ta chemia, którą brałam bardzo niszczy śluzówki (już mam całą buźkę i usteczka w jakichś krostkach i zajadach) i może wywołać grzybicę. Żeby tego było mało to wreszcie wychodzą mi ząbki nr 3 i straaasznie boli, więc trochę jestem maruda ;-( Wyniki krwi za to mam bardzo dobre. Zliczyli też moje blasty w szpiku - wyszło 3,7%, to trochę więcej niż ostatnio ale pani doktor mówi, że to jak najbardziej normalne, wszystko co poniżej 5% jest ok - muszą być i te niedojrzale komórki, żeby kiedyś stały się dobrymi komórkami szpiku. Miejmy nadzieję, że moje leczenie już idzie z górki. Kolejny metotreksat od poniedziałku 18 maja.

2 maja /sobota/


Wciąż w domku... ale jest fajnie. Dziś nawet pojechaliśmy z rodzicami i babcią na wieś, powdychać świeżego powietrza - były kurki, koniki i piesek, wąchałam kwiatki i siedziałam na bujanym foteliku... ale ubaw! A tak, dni mi upływają na czytaniu książeczek i kartek od Was ;-), przytulaniu świnek, owieczek, misów i zająców, ciągłych dyskusjach, również przez telefon (za telefon służą mi: telefon - jeśli mama pozwoli, gumy do żucia, nitka do zębów, klocek etc.)... ale raczej ze sobą, bo rodzice za nic mnie nie rozumieją, wcinaniu (ale kocham jeść!!!), jeździe moim samochodzikiem i uruchamianiu nowego samochodzika ze świnkami - Peppą, tatą i mamą siadając na głowie taty świnki ;-)))) oraz takich tam czynnościach. Ostatnio mama sadziła kwiatki na balkonie a ja jej pomagałam i je podlewałam! W poniedziałek miałam już bardzo bardzo dobre wyniki... tak upragnione granulocyty osiągnęły poziom 2400!!! Przy leukocytach - 5300, hemoglobinie 11,8 i ponad czterystu tysiącach płytek ;-))) Pobrano mi więc szpik na badanie i zaczęłam chemię doustną w domu. W czwartek dowiedzieliśmy się, że wynik szpiku jest pomyślny - nie wiemy jeszcze ile procent wciąż mam tych niedobrych ludzików - blastów, ale musi być poniżej 5% skoro Pani doktor powiedziała, że jest w porządku. W poniedziałek stawiamy się z mamusią na cztery dni do szpitala na następny etap leczenia - metotreksat. Będzie takich serii razem 4 - co dwa tygodnie każda. No dobra muszę lecieć bo dziś mnie nie było cały dzie
ń i muszę poprzytulać moje stęsknione owieczki a potem pojeździć garbuskiem ;-)